Innymi słowy dzieciom, młodzieży nie trzeba niczego innego, oprócz nas samych. Chcą po prostu nas. To nieprawda, że muszą znać biegle kilka języków i popołudnia spędzać na korepetycjach, a my w pracy, zarabiając na to. To nieprawda, że muszą umieć pływać, grać w tenisa, jeździć konno i na nartach. Że niezbędna do życia jest umiejętność tańca, śpiewu, gry na instrumencie i co tam jeszcze uznamy za „przydatne”. Można być naprawdę nieszczęśliwym, posiadając te wszystkie umiejętności i potrafiąc wyrazić to nawet w kilkunastu językach. Oczywiście nie ma niczego złego w nauce języków czy zdobywaniu innych umiejętności, ale zło jest wtedy, kiedy dzieje się to kosztem naszych więzi, relacji i czasu spędzonego wspólnie. Kosztem, a właściwie zamiast, miłości.
Ostatnimi czasy media ze zdziwieniem szeroko komentowały badania „Rzeczpospolitej”, z których wynikało, że młodym ludziom najbardziej brakuje bliskości dorosłych, rodziców, wychowawców. Skąd to zdziwienie? Któż z nas nie potrzebuje bliskości innych osób? Czyż dzieci i młodzież różnią się w tym od nas, dorosłych? Ba, ze względu na swoją emocjonalność i niedojrzałość potrzebują tego w o wiele większym stopniu niż dorośli. Żeby dojrzeć potrzebują miłości, bez tego po prostu nie są w stanie dorosnąć. Owszem, w sensie fizycznym staną się dojrzałymi ludźmi, ale wewnętrznie nie rozwiną się.
Asystencja
Doskonale wiedzą o tym salezjanie, którym św. Jan Bosko, ich założyciel, zostawił wzór postępowania z młodymi – system wychowawczy, zwany zapobiegawczym, który zakłada stałą obecność wychowawcy wśród wychowanków (asystencję). I nie chodzi o to, żeby podążać za wychowankiem wszędzie tam, gdzie on będzie miał kaprys pójść (on do pubu, my za nim), ale żeby mądrze wyznaczać mu szlak, po którym będzie chciał z nami wędrować. Nie osiągnie się tego, jeśli nie będzie czuł się przez nas kochany. A nie da się kochać kogoś, kogo nie zna się, nie żyje jego sprawami, nie spędza z nim czasu.
Wszyscy salezjanie są spadkobiercami przesłania księdza Bosko – asystencji, czyli stałej obecności wśród młodych, ale w sposób szczególny, tzw. asystenci. Asystentami w tradycji salezjańskiej nazywa się kleryków, którzy po ukończeniu drugiego roku studiów przerywają naukę i wyjeżdżają do placówek salezjańskich, żeby żyć pełnią życia zakonnego i pracować z młodzieżą. Asystencja trwa na ogół dwa lata, czasami może być skrócona bądź przedłużona (np. ze względu na podjęcie kolejnych studiów). Po tym czasie klerycy wracają do seminarium studiować teologię.
W inspektorii wrocławskiej jest w tej chwili kilku asystentów w różnych placówkach. Na ogół tych większych. Liczba powołań spadła, więc nie każda placówka ma możliwość formowania asystenta. Jeszcze kilka lat temu było inaczej, rzadko kiedy był tylko jeden asystent w danej placówce, a zdarzało się, że było ich kilku. Czasy jednak zmieniły się. Zmienił się też rodzaj asystencji.
Świadectwo
„Teraz już nie wystarczy samo bycie wśród młodych – mówi Jacek Szwaj, kleryk asystent we wspólnocie św. Jana Bosko w Poznaniu. – Im już nie wystarczy, że pogram z nimi w piłkę czy pójdę do parku. Oni mają całą masę problemów, z którymi sobie nie radzą, zadają masę trudnych pytań, na które trzeba sobie najpierw samemu odpowiedzieć, żeby nie zbyć ich byle czym. Są wymagający.”

|
|
(88 pt.) |
|
|
(84 pt.) |
|
|
(82 pt.) |
|
|
(74 pt.) |
|
|
(69 pt.) |
|
|
(62 pt.) |
Hit Światowej Wystawy EXPO 2010 w Szanghaju autorstwa Tomasza Bagińskiego. Film powstał na zlecenie Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.